Są spotkania, które ogląda się z zainteresowaniem. Są też takie, które śledzi się z rosnącym napięciem. Ale mecz Lech Poznań – Raków Częstochowa 4:3 był widowiskiem z innej kategorii – emocjonalnym rollercoasterem, w którym kibice ani przez chwilę nie mogli być pewni zakończenia. Siedem goli, dwa rzuty karne, anulowane trafienie po analizie VAR i decydujący cios w doliczonym czasie gry. To było starcie, które mogłoby obdzielić dramaturgią kilka kolejek Ekstraklasy.
Stawka była ogromna. Bezpośredni kontakt z Jagiellonią Białystok i umocnienie pozycji wicelidera tabeli. Dla obu zespołów to był mecz-klucz, który mógł zdefiniować dalszą część sezonu.
Przeczytaj także: Pediatria w Częstochowie zmienia adres. Co oznacza przeprowadzka dla rodziców?
Pojedynek snajperów i szybki cios Rakowa
Zapowiedzi koncentrowały się wokół starcia dwóch napastników – Mikaela Ishaka i Jonatana Brauta Brunesa. Kibice liczyli na gole i się nie zawiedli. Już w 8. minucie goście z Częstochowy wykorzystali prezent od gospodarzy. Fatalne podanie Michała Gurgula zmusiło Bartosza Mrozka do desperackiej interwencji, a sędzia bez wahania wskazał na jedenasty metr.
Choć przy piłce doszło do krótkiej wymiany zdań między Brunesem a Ivim Lopezem, ostatecznie to Norweg podszedł do rzutu karnego i pewnym strzałem otworzył wynik. Raków objął prowadzenie, a stadion przy Bułgarskiej na moment zamarł.
Lech odpowiedział niemal natychmiast. Najpierw Leo Bengtsson obił poprzeczkę, a chwilę później gospodarze wywalczyli rzut karny po zagraniu ręką Ariela Mosóra. Mikael Ishak nie pomylił się z jedenastu metrów, przywracając równowagę i wlewając w trybuny nową energię.
Tempo, które odbierało oddech
Pierwsza połowa nie zwalniała ani na sekundę. Lech zepchnął rywali do defensywy, ale Raków potrafił przetrwać napór, licząc na czujność Oliviera Zycha. W 37. minucie Częstochowianie przeprowadzili akcję, która była pokazem szybkości i precyzji. Dośrodkowanie Struskiego, strzał Brunesa, interwencja Mrozka i dobitka Jeana Carlosa Silvy. 1:2 – znów to Raków był o krok bliżej zwycięstwa.
Kiedy wydawało się, że goście zejdą do szatni z prowadzeniem, Lech wyprowadził kolejny cios. Sprytne podanie Alego Gholizadeha rozmontowało defensywę, a Luis Palma doprowadził do stanu 2:2. Do przerwy kibice zobaczyli cztery gole i poczucie, że wszystko dopiero się zaczyna.
Druga połowa: dominacja, odpowiedź i kontrowersje
Po zmianie stron Raków miał wyraźne problemy z organizacją gry. Lech wyczuł moment zawahania. Po rzucie rożnym i zamieszaniu w polu karnym Antonio Milić wykorzystał odbitą przez Zycha piłkę i dał Kolejorzowi pierwsze w tym meczu prowadzenie.
Częstochowianie jednak nie zamierzali się poddać. W 73. minucie Ivi Lopez ustawił piłkę do rzutu wolnego, pocałował ją i uderzył z chirurgiczną precyzją nad murem. Stadion znów eksplodował – tym razem z mieszanki zachwytu i niepokoju. Było 3:3.
Kilka minut później Stratos Svarnas skierował piłkę do siatki, ale analiza VAR wykazała spalonego. Gol został anulowany. Raków był o włos od triumfu, nie wiedząc jeszcze, że za chwilę czeka go bolesne zderzenie z rzeczywistością.
Cios w doliczonym czasie gry
Gdy zegar wskazywał doliczony czas, wielu kibiców pogodziło się z remisem. Wtedy Lech przeprowadził ostatnią akcję. Gholizadeh wrzucił piłkę w pole karne, obrona Rakowa pogubiła się w chaosie, a Yannick Agnero popisał się sprytnym uderzeniem piętą. Piłka wpadła do siatki, a trybuny eksplodowały.
Pozostały jeszcze pytania o ewentualne zagranie ręką Michała Gurgula w początkowej fazie akcji, lecz bramka została uznana. Lech Poznań – Raków Częstochowa 4:3 stał się faktem. Mecz przeszedł do historii jako jeden z najbardziej szalonych w tym sezonie.
Składy i bohaterowie spotkania
W barwach Lecha na szczególne wyróżnienie zasłużyli:
- Mikael Ishak – lider ataku, pewny z rzutu karnego i aktywny przez całe spotkanie.
- Ali Gholizadeh – kreator gry, autor kluczowych podań w decydujących momentach.
- Yannick Agnero – rezerwowy, który wszedł z ławki i rozstrzygnął losy meczu.
Po stronie Rakowa na uznanie zapracowali Jonatan Braut Brunes oraz Ivi Lopez, którzy potrafili w najtrudniejszych chwilach wziąć odpowiedzialność na siebie.
Co dalej dla Lecha i Rakowa?
Zwycięstwo pozwoliło Lechowi złapać oddech i umocnić się w walce o czołowe lokaty. W perspektywie czeka go ćwierćfinał Pucharu Polski z Górnikiem Zabrze. Raków natomiast musi szybko podnieść się po tej bolesnej porażce i skoncentrować na kolejnym wyzwaniu – wyjazdowym meczu pucharowym z Avią Świdnik.
Jedno jest pewne – Lech Poznań – Raków Częstochowa 4:3 to spotkanie, które jeszcze długo będzie wspominane. Nie tylko ze względu na wynik, ale przede wszystkim przez emocje, jakie wywołało. Futbol w swojej najbardziej intensywnej, nieprzewidywalnej odsłonie. Taki, dla którego kibice przychodzą na stadion i wstrzymują oddech do ostatniego gwizdka.
